Płonący Horyzont: Fort Sumter
Jest 12 kwietnia 1861 roku. Fort Sumter znajduje się pod ciężkim ostrzałem sił Konfederacji. Powietrze jest gęste od dymu, a mury fortu kruszą się pod wpływem pocisków.
Ciemne niebo nad zatoką nagle rozbłysło, a potężny wybuch wstrząsnął murami Fortu Sumter. Odłamki pokruszonej cegły posypały się na mój niebieski mundur. Kapitan Doubleday wykrzyczał rozkaz obsadzenia stanowisk na najwyższej kondygnacji. Podbiegłem do ciężkiej, żeliwnej armaty i mocno chwyciłem wycior, gotowy do walki.
Pociągnąłem za sznur, a trzydziestodwufuntowe działo wypluło ogień z ogłuszającym hukiem, odrzucając potężną lufę w tył. Przez gęsty dym zobaczyłem, jak nasz pocisk uderza precyzyjnie w stanowiska wroga na brzegu zatoki. Zanim zdążyłem rozpocząć przeładowanie, pocisk moździerzowy Konfederatów spadł na dziedziniec za moimi plecami. Kawałki płonącego drewna uderzyły w główny budynek koszar, a ogień natychmiast zajął dach tuż nad naszym głównym składem amunicji.
Zbiegłem po kamiennych schodach na dziedziniec, ściskając w dłoni drewniane wiadro. Uderzyła we mnie fala gorąca, gdy stanąłem tuż pod płonącym dachem koszar. Oślepieni dymem żołnierze w panice biegali ze skąpymi zapasami wody, próbując sformować łańcuch. Zauważyłem z przerażeniem, że płonące odłamki spadają prosto na drewniane drzwi magazynu prochu.
Chlusnąłem wodą z ciężkiego wiadra prosto na dymiące drewno, gasząc ostatnie zarzewia ognia na drzwiach magazynu. Młody szeregowy obok mnie opadł z sił na mokre cegły, ale zapasy czarnego prochu zostały ocalone. Przez gęstniejący dym usłyszałem stanowczy głos sierżanta, nakazujący mi natychmiastowe złożenie raportu o stanie amunicji u majora Andersona. Złapałem oddech, ocierając twarz z sadzy, gdy kolejny pocisk z moździerza roztrzaskał fragment muru zaledwie kilkanaście metrów dalej.
Przecisnąłem się przez dymiące zgliszcza koszar, ignorując trzeszczące nad głową nadpalone belki. Kawałek stropu zawalił się tuż za moimi plecami, ale wpadłem do oświetlonej latarniami kwatery głównej w kazamatach. Major Robert Anderson stał nad rozłożoną na stole mapą, a jego twarz wydawała się blada z wyczerpania. Zasalutowałem pospiesznie i zameldowałem, że główny magazyn prochu ocalał, jednak nasze zapasy amunicji do ciężkich dział są na wyczerpaniu.
Zagraj w OmniHistory →